Dziwne dziewczyny
Dziwne dziewczyny Kamili Janiak to poemat rozpisany na głosy, w którym bezkompromisowa szczerość i spis z doświadczenia wybrzmiewają równie wyraźnie, co próba zarejestrowania i uporania się z rozproszeniem własnego „ja”, zaś słowo „jestem” okazuje się lepkie i (nie)poręczne.
Nie uciekniesz stąd. Poetycka mapa Polski
„Powodów, dla których poetki i poeci decydują się zwrócić uwagę na to, co lokalne, okoliczne, wystające zza węgła, niknące w chaszczach lub po prostu mijane podczas spaceru z psem, jest mnóstwo. Wiadomo, że pisanie z oglądu sprawdza się, gdy chcemy schwycić kawał rzeczywistości i dać mu zaistnieć w nowym kontekście, najchętniej pośród wielu innych puzzli przeniesionych z najróżniejszych stron".
Życie na wszelki wypadek. Wybór wierszy z lat 90. XX wieku
Poezja, jak bywało w przeszłości, antycypowała przełom. Z PRL i z moralno-retorycznej opozycji wobec PRL zaczęła wyrywać się już w połowie lat 80. […] Przełom nastąpił nie w rezultacie wytężenia sił, lecz na odwrót – na skutek nieomal całkowitego wyczerpania zasobów materialnych i symbolicznych. W 1988 i 1989 roku obie strony wielkiego sporu były bowiem skrajnie zmęczone. Państwo wyglądało jak potwór z kreskówki, który już nie umie, nie ma siły być potworem. Z kolei naród nie chciał dłużej udawać wielkości, lecz po prostu chciał jeść. Kto mógł, wyjeżdżał na Zachód. Zużyły się języki, zaklęcia i gesty nie robiły już na nikim wrażenia, należało pójść własną ścieżką”
Wnyki dla światła
Wnyki dla światła Justyny Kulikowskiej raz są oślepiające jak blask kul dyskotekowych, a innym razem bezpośrednie niczym pogo na betonie; bywają ciche, ale też brutalne. W swoim najnowszym tomie poetka bada naturę uwikłania i zdrady, a kolejne wiersze i powracające frazy tworzą osobistą mitologię. Można powiedzieć, że Kulikowska uprawia sztukę poetycką kintsugi – eksponuje pęknięcia zamiast je ukrywać; nie zapisuje impresji, nie śledzi cieni ani nie czeka na promienie słońca. Wręcz przeciwnie: wnyki dla światła zastawia z porażającą precyzją, ale równocześnie z niewielką nadzieją na powodzenie podstępu. Jej wiersze są jak pułapki na to, co ulotne i niewidzialne: na zachwyt, traumę, stratę i język.
Co robisz na naszej ulicy, wyd. 2
Zbiór Co robisz na naszej ulicy Charlesa Reznikoffa powraca w nowym, rozszerzonym o kilkadziesiąt wierszy wydaniu. Piotr Sommer, który w 2020 roku otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia za tłumaczenie wydania pierwszego, umieścił w powiększonym wyborze chociażby (nieobecne wcześniej) utwory z debiutanckiego tomu Rythms (1918), ale również z Inscriptions (1959) oraz z cyklu By the Well of Living and Seeing (1969).
riddim na stypie neolibu
Najnowsza książka Szczepana Kopyta riddim na stypie neolibu sytuuje się gdzieś między manifestem a memem. Pod tytułowy riddim poeta nawija teksty wymierzone w różne rejestry języków codzienności.
Elegancki przedmiot na biurko
Te wiersze są jak eleganckie przedmioty postawione na biurku, pozornie zwyczajne, ale jak gdyby zapatrzone w siebie. Poeta znany jest z tego, że łączy erudycję z ironicznym dystansem. Rozbraja rzeczywistość zamiast ją opisywać. Uprawia grę na różnych poziomach – odwołuje się do antycznych klasyków, puszcza oko do filozofów czy – wykonując woltę – zanurza się we współczesności. Powiązania, skojarzenia, koneksje uruchamiają maszynerię poetycką, a słowa są tu zarówno narzędziami, jak i odpadami naszej przegadanej cywilizacji.
Podręcznik lizania ran
Są książki, które podświetlają „skórę i żebra”. Druga książka poetycka Zu Witkowskiej nie tyle przygląda się ranom, ile zamienia ból w przedmioty: krater, muszlę, rtęć. Poetka gra z nami w znikanie – jej wiersze są jednocześnie pocałunkiem „na szczęście” i potasem „na nabłonku wody”.
Ballady i anonse
Ballady i anonse to zbiór tekstów, które pulsują energią slamowej sceny, a jednocześnie zachowują intymny charakter poetyckiego wyznania.
Wiersze na zaliczenie
Wiersze na zaliczenie balansują między literacką zabawą a cierpkim liryzmem. Grzegorz Olszański z dystansem przygląda się akademickiej rzeczywistości, mechanizmom rynku wydawniczego i konwencjom „sztuki pisania”. W jego utworach pojawiają się dziwaczne postaci wykładowców: Pani od poezji, Pan od prozy, Pan z centrum pośrednictwa pracy czy Pani od horroru; pytania doniośle retoryczne („Dlaczego piszę?”) czy egzaminy przypominające surrealistyczny performance. Olszański igra z konwencjami, żongluje nieuchwytnymi cytatami, bawi się pastiszem, ale pod tą wielowarstwową grą kryją się pytania zasadnicze: po co nam literatura w czasach, gdy „wszyscy piszą, ale nikt nie czyta”? Czy twórczość może być jednocześnie zabawą, terapią i świadectwem czasu?
Wszystko już było dotykane
Debiut Kingi Skwiry jest debiutem nietypowym, bo opowiadającym o przesycie i gniciu. Już początkowe utwory konfrontują nas ze śmiercią: butwiejącym, parnym latem, zapachem rozkładającego się mięsa i fermentujących owoców. Pośród takiej scenerii opisywana jest młodość: w teorii krzepka, śmiała i witalna, w praktyce zaś – upływająca w kurzu, pocie i zmęczeniu, pośród rozgrzanego betonu i usychających roślin. Dzieciństwo i dorastanie podmiotki, stanowiące jedne z najistotniejszych w tej książce tematów, nigdy nie są idealizowane: dojrzałość – a nawet przejrzałość – wyznacza charakter całego prezentowanego spektrum afektów i myśli, nie pozwalając na złudzenia i przekłamania. Opowieść o początku staje się tu więc historią nie tyle o końcu, ile o zabójczym nadmiarze życia; stale towarzysząca bohaterce konsumpcja – mdłych i nadpsutych pokarmów i treści, przedwczesnej, a więc cierpkiej erotyki – prowadzi w końcu do nieuleczalnej, dziewczyńsko-starczej obserwacji klęski urodzaju, którą odkrywa się z niekłamaną fascynacją.