Co robisz na naszej ulicy, wyd. 2
Zbiór Co robisz na naszej ulicy Charlesa Reznikoffa powraca w nowym, rozszerzonym o kilkadziesiąt wierszy wydaniu. Piotr Sommer, który w 2020 roku otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia za tłumaczenie wydania pierwszego, umieścił w powiększonym wyborze chociażby (nieobecne wcześniej) utwory z debiutanckiego tomu Rythms (1918), ale również z Inscriptions (1959) oraz z cyklu By the Well of Living and Seeing (1969).
riddim na stypie neolibu
Najnowsza książka Szczepana Kopyta riddim na stypie neolibu sytuuje się gdzieś między manifestem a memem. Pod tytułowy riddim poeta nawija teksty wymierzone w różne rejestry języków codzienności.
Elegancki przedmiot na biurko
Te wiersze są jak eleganckie przedmioty postawione na biurku, pozornie zwyczajne, ale jak gdyby zapatrzone w siebie. Poeta znany jest z tego, że łączy erudycję z ironicznym dystansem. Rozbraja rzeczywistość zamiast ją opisywać. Uprawia grę na różnych poziomach – odwołuje się do antycznych klasyków, puszcza oko do filozofów czy – wykonując woltę – zanurza się we współczesności. Powiązania, skojarzenia, koneksje uruchamiają maszynerię poetycką, a słowa są tu zarówno narzędziami, jak i odpadami naszej przegadanej cywilizacji.
Podręcznik lizania ran
Są książki, które podświetlają „skórę i żebra”. Druga książka poetycka Zu Witkowskiej nie tyle przygląda się ranom, ile zamienia ból w przedmioty: krater, muszlę, rtęć. Poetka gra z nami w znikanie – jej wiersze są jednocześnie pocałunkiem „na szczęście” i potasem „na nabłonku wody”.
Ballady i anonse
Ballady i anonse to zbiór tekstów, które pulsują energią slamowej sceny, a jednocześnie zachowują intymny charakter poetyckiego wyznania.
Wiersze na zaliczenie
Wiersze na zaliczenie balansują między literacką zabawą a cierpkim liryzmem. Grzegorz Olszański z dystansem przygląda się akademickiej rzeczywistości, mechanizmom rynku wydawniczego i konwencjom „sztuki pisania”. W jego utworach pojawiają się dziwaczne postaci wykładowców: Pani od poezji, Pan od prozy, Pan z centrum pośrednictwa pracy czy Pani od horroru; pytania doniośle retoryczne („Dlaczego piszę?”) czy egzaminy przypominające surrealistyczny performance. Olszański igra z konwencjami, żongluje nieuchwytnymi cytatami, bawi się pastiszem, ale pod tą wielowarstwową grą kryją się pytania zasadnicze: po co nam literatura w czasach, gdy „wszyscy piszą, ale nikt nie czyta”? Czy twórczość może być jednocześnie zabawą, terapią i świadectwem czasu?
Wszystko już było dotykane
Debiut Kingi Skwiry jest debiutem nietypowym, bo opowiadającym o przesycie i gniciu. Już początkowe utwory konfrontują nas ze śmiercią: butwiejącym, parnym latem, zapachem rozkładającego się mięsa i fermentujących owoców. Pośród takiej scenerii opisywana jest młodość: w teorii krzepka, śmiała i witalna, w praktyce zaś – upływająca w kurzu, pocie i zmęczeniu, pośród rozgrzanego betonu i usychających roślin. Dzieciństwo i dorastanie podmiotki, stanowiące jedne z najistotniejszych w tej książce tematów, nigdy nie są idealizowane: dojrzałość – a nawet przejrzałość – wyznacza charakter całego prezentowanego spektrum afektów i myśli, nie pozwalając na złudzenia i przekłamania. Opowieść o początku staje się tu więc historią nie tyle o końcu, ile o zabójczym nadmiarze życia; stale towarzysząca bohaterce konsumpcja – mdłych i nadpsutych pokarmów i treści, przedwczesnej, a więc cierpkiej erotyki – prowadzi w końcu do nieuleczalnej, dziewczyńsko-starczej obserwacji klęski urodzaju, którą odkrywa się z niekłamaną fascynacją.
Odwracanie porządku. Wybór wierszy z lat 80. XX wieku
Jak stwierdził Czesław Miłosz, literatura lat osiemdziesiątych chorowała na „poczciwość”, czyli nadmiar dobrych, patriotycznych i wolnościowych intencji oraz niedostatek ambicji artystycznych, poświęcenie artyzmu na rzecz etosu. W pisarstwie najaktywniejszych wtedy poetów pojawia się przeczucie drugorzędności własnej twórczości wobec historii, która okazała się poetką największą. Innym przypadła rola poślednia – sekretarzowania jej wyrokom, zapisywania ekspresji, świadczenia o faktach, w najlepszym razie powtarzania jej sekretnych rytmów.
Dowód tożsamości
„Dowód tożsamości” Mahmuda Darwisza – przekrojowy, reprezentatywny wybór wierszy czołowego palestyńskiego poety w przekładzie znakomitej tłumaczki Hanny Jankowskiej – jest wreszcie dostępny i ukazuje się jako jego pierwsza książka w języku polskim po 35 latach (!) od przyjęciu maszynopisu do pierwotnie zaplanowanej publikacji.
Wiersze i sny
Trud surrealisty przypomina trud psychoanalityka, co zauważył Kuba Mikurda w swojej książce „Nie-całość”: „Psychoanalityk nie szuka, bo nie wie, czego szukać. Wie, czego szukał dopiero, gdy to znajdzie, dopiero, gdy to usłyszy. Nie szuka, ale słucha. Słucha tego, co mówią analizowani, ale przede wszystkim jak mówią. Wyłapuje powtórzenia, manieryzmy, zająknięcia, zmiany tonacji, kłopoty ze znalezieniem słowa, neologizmy itd. Wszystko, co – zgodnie z zasadami komunikacji – nie ma sensu, co nie na miejscu i nie na czasie.
Lyrica
Nie ustają gorące dyskusje wokół slamu poetyckiego, choć niestety głosy krytyczne nie należą do najcelniejszych. Zadawane zupełnie na serio pytanie „po co slamerki drukują swoje wiersze w książkach?” zbliża nas bowiem w takim samym stopniu do prawdy o wierszach jak pytanie „po co poeci (nieslamowi) czytają swoje wiersze publicznie?”. Robią to, są różni i różne, podobni i podobne – zaakceptujmy ten fakt, tupanie niczego nie zmieni. Slam stanowi obecnie w Polsce nie tylko ważną część sceny poetyckiej i życia literackiego w ogóle, ale jest ich żywotnym, odświeżającym nurtem, który z pewnością częściej otwiera swoją publiczność literacką na uczonych w piśmie, niż podbiera piśmiennym niszowe czytelniczki (by wieść je, oczywiście, ku analfabetyzmowi, demokracji i obscenie). Agata Afeltowicz i jej „Lyrica” są tego najbardziej jaskrawym dowodem.
Niepamiętnik
„Niepamiętnik, czyli podróż do Gorczakowa i jeszcze dawniej”, tom prozy sięgającej w głąb genealogii rodzinnej Jerzego Ficowskiego, to opowieść o czasie dla niego niepamiętnym, a mimo to najprawdziwiej założycielskim.
Kink-meme
Poetka-demiurgini z fanowskim zacięciem wrzuca znane postacie w pozornie odległe konteksty, miksuje ich porządki i narracje. Kink-meme to wiersze, które jednocześnie reprodukują i dekonstruują sensy, a jeśli mają jakiś kink, ujawnia się on w bólu i skrajnej potrzebie bliskości ich bohaterów. W alternatywnej rzeczywistości „jest ciepło, syto, grill i pax aeterna”.